raport z północy

odkąd tytus przejął władzę nad muchomorzo-zgredkowym światem, trudno o chwilę na pisanie. na święta nasz mały pan i władca ruszył na północ, w rodzinne strony swoich starych (heh). niezwykłe jest to, że właśnie w jego życiu wszystko dzieje się po raz pierwszy.

wpid-img_20140420_092041.jpg

o tak małe śpi jak już szczęśliwie zaśnie

muchomór nie może wyjść z podziwu, jak to możliwe, aby tak maleńkie stworzenie (połowę lżejsze od muszki), tak radykalnie zdominowało wszystko i wszystkich w zasięgu, swoją obecnością całkowicie przysłaniając każdą naszą aktywność. minęło zaledwie 6 tygodni, a życie już podzieliło się na erę przed i po-tytusową, z tym że tej pierwszej nikt już nie pamięta. żeby upewnić się, że życie toczy się dalej, muchomór łaknie historii codziennych – o pracy, chodzeniu do kina i teatru, czy o mój boże – o nocnym włóczeniu się po mieście. nastąpiła jeszcze jedna zmiana, która lekko niepokoi – totalny regres intelektualny muchomora. ciężko cokolwiek przyswoić, przeczytać do końca artykuł, czy nawet zapamiętać grupę krwi gagatka. do gagatka powracając – mały cierpi na kolki, czy po prostu bóle brzucha, czy niestrawność albo zespół morderczych bąków – czymkolwiek to jest – marzymy, aby opuściło ciało naszego dziecka i pozwoliło mu spokojnie spać. biedak męczy się okrutnie, wije i płacze, i wszelkie 1001 sposobów (suszarka do włosów, masaże, niemiecki lek, ciepłe okłady, wypijanie przez muchomora litrów kopru włoskiego, niejedzenie nabiału, bujanie, syczenie i skakanie) pozostawia tytusa prawie tak samo nieszczęśliwym i obolałym.

wpid-img_20140406_104913.jpgjedyna dotychczas próba zbliżenia ciszy do malucha

a! w relacjach dziecko-koty na razie pełen dystans, przyjaźń z tytusem musi poczekać na spokojniejsze czasy. futrzaki nie wytrzymują rejestrów płaczu synka i chowają się po kątach. marzę, że międzygatunkowa miłość wybuchnie jak tylko titu zwycięży z bólem (co ma nastąpić ok. 3 miesiąca życia smoka, więc jesteśmy w połowie drogi).

co do wózka – udało się znaleźć miejsce przy zejściu do piwnicy, mam nadzieję, że okaże się równie bezpieczne co obleśne. po rozmowach z sąsiadami upewniam się, że osoba, która zaatakowała tytusowy wózek żyletką, mieszka w naszej kamienicy. także musimy się strzec.

jeśli chcielibyście posłuchać o czymś innym, zapytajcie zgredka, któremu udało się ocalić trochę dawnego życia.

obiecuję, że postaram się przeżyć coś jeszcze w innym temacie, żeby was nie zamęczyć.

wasz muchomór z północy

 

jeden z tych dni

wczoraj był jeden z tych dni, po których trudno się pozbierać. rano okazało się, że ktoś pociął wózek tytusa żyletką lub nożem. wózek stał na naszej klatce. żeby do niej wejść trzeba przejść przez zamykaną bramę (domofon), niewielkie podwórko i otworzyć drzwi do klatki w oficynie (domofon). przy wejściu, we wnęce pod schodami stoją rowery, obok których przyczepialiśmy tytusowy wózek.  jak pomyślę o intencjach osoby, która to zrobiła, to jestem przerażona i chce mi się płakać z bezsilności i rozczarowania.

dom zły

dywanu nie będzie. mój ulubiony sklep (omijajcie szerokim łukiem!) zapowiada kolejny miesiąc opóźnienia, więc odpuszczam. może gdzieś, w innym wymiarze czeka na muchomora piękny pers hehe.

poza tym, na linii smutków jeszcze jedna przygoda. wysłałam zgłoszenie na konkurs ikei. trzeba było sfotografować swoją sypialnię. internauci głosują i komentują… wyobraźcie sobie, jakie piekło rozgorzało pod zdjęciami hmmm… naszego łóżka – oskarżenia, inwektywy i pogróżki. moje ulubione: “nie ma pojęcia o designe!!! zna się na tym jak pies na fizyce kwantowej!”. a wszystko to w kwestii kilku zdjęć sypialni i konkursu, w którym można wygrać tyle co nic.

tyle złego w temacie ludzkości. dość narzekań. mamy nowy dzień, pierwsze kwiaty na balkonie, łaty przyklejone do wózka, wsparcie bliskich i zobaczymy, co dalej.

tytus

odpowiedź na pytanie konkursowe: co nadejdzie szybciej dywan czy dziecko? przyszła 11 marca. pierwszą w życiu rywalizację zwyciężył mały tytus, który wyszedł na świat z dłonią przy uchu. podejrzewamy, że był w trakcie telekonferencji. dywanów nigdy nie zamawiajcie w tym sklepie, bo jest duża szansa, że prędzej urodzicie niż doczekacie się dostawy (niech nie zwiedzie was design tej strony! strzeżcie się złych, złych, złych sklepów internetowych)! tytus jest najmilszym małym krzykaczem w galaktyce. mieszkańców stolicy z góry przepraszamy za wszelkie niedogodności – jeszcze go państwo usłyszą.

20140319_133156
powolutku uczymy się ze zgredkiem panowania nad tytusowym żywiołem. koty paczą z niepokojem na przybysza, chowają się po kątach kiedy płacze, ale kiedy śpi koło nas, starają się być jak najbliżej. troszkę się ze zgredkiem śmiejemy i nie dowierzamy, że nagle jesteśmy ojcem i matko zupełnie maleńkiego człowieka. tak na serio.

dzięki wszystkim bliskim za wsparcie, pomoc i życzenia. z takimi ludźmi wokół możemy być spokojni o losy tytusińskiego.

wasz muchomór

coś z życia

no dobrze, dość niedomówień. oczekiwanie rozpoczęło się na dobre. muchomór przypomina wielką kulę, pokój gotowy, pieluchi wyprasowane, łóżeczko złożone. pozostaje tylko najważniejsza kwestia – kiedy ujawni się nowy człowiek? nie będziemy ukrywać, że mające nastąpić perypetie budzą w nas skrajne emocje. chcielibyśmy już nareszcie zobaczyć człowieka, przekonać się, kim jest, czyj ma nos i czy posiada wszystkie palce, z drugiej strony, przed nami zmagania z fizjologią tego pełnego okrucieństwa procesu. czytamy, słuchamy historii bliskich i dalekich, próbujemy przygotować się – choć troszkę – na nadchodzące zmiany. nikt nie pozostawia nam jednak złudzeń, że:

a) na to nie da się przygotować

b) i tak rzeczywistość nas zaskoczy

c) i tak będzie ciężko

świat pieluch

jak żyć wobec takiej wizji? na szczęście matka natura opracowała scenariusze na każdą okoliczność i wiadomo, że

a) ciąża kończy się porodem i już raczej nie można tego odwołać/przełożyć/anulować

b) hormony w odpowiednim momencie zmotywują i omamią, żeby dziecko przyszło na świat (a potem rzucą na pastwę emocji)

c) jakoś to będzie, bo zawsze jakoś jest

tzw. ubranka

do rozstrzygnięcia pozostaje jeszcze wiele kwestii praktycznych – jak choćby obsługa niemowlęcia, ale to podobno nic takiego wobec nagromadzenia wrażeń pierwszych wspólnych tygodni. na razie mamy jeszcze odwagę robić sobie postanowienia w stylu: “nie będziemy zamęczać wszystkich opowieściami o dziecku”, “pojedziemy na wakacje”, “wiadomo, że nasze życie się zmieni, ale chyba nie aż tak, żeby zrezygnować z…” – i tu następuje lista ważnych spraw, z których na pewno nie zrezygnujemy.

łózko

dam wam znać, jak porzucimy już wszelkie plany na rzecz odsypiania, a reszty domyślicie się sami, gdy ten blog zamieni się w strumień zdjęć i opowieści o dziecku (aaaa!). jest jeszcze nadzieja, że przyjaciele zaczną rozmnażać się na potęgę i dzięki temu szaleństwo ogarnie większą liczbę ludzi, nasza fiksacja zatrze się w morzu zbiorowej histerii i razem, wspierając się w momentach udręki, przebrniemy przez te kilka-kilkanaście pierwszych lat rodzicielstwa…

a teraz musimy jeszcze szybko nadrobić lekturę książki o francuskich modelach wychowawczych (których efektem jest grzeczne, ciche, samodzielne i bezobsługowe dziecko yyyy), obejrzeć jak najwięcej filmów o szczęśliwym rodzicielstwie, zrobić zapasy żywności dla ludzi i zwierząt i nie popaść w obłęd.

takie oto kwestie nawiedzają nasz dom.

ps niestety naszego domu nie nawiedził jeszcze nowy dywan, pewna firma zapowiada miesiąc (tak!!! miesiąc!) opóźnienia w dostawie. ponieważ muchomór i tak już długo czeka (i jak wiadomo nie tylko na dywan), postanowił uzbroić się w cierpliwość. pytanie brzmi – co nastąpi pierwsze: poród czy dywan?

ot, tak sentymentalnie

pomysł był taki: skoro największym szczęściem muchomora jest masowe gromadzenie przedmiotów, to może warto opowiedzieć ich historię. bo zwykle są to rzeczy bardzo nieprzypadkowe i jakoś tam ważne. a ponieważ pan zgredek potrafi pisać, to połączymy siły i co muchomór naniesie do chaty, to zgredek opisze. niestety formuła wyczerpała się dosyć szybko – tak szybko, że pewnie nie zdołaliście jej w ogóle zarejestrować. być może przedmiotów było za wiele, albo po prostu pomysł był kiepski, w każdym razie zgredek odsunął się na dalsze pozycje, by zmusić muchomora do samodzielności i przełamania licznych oporów wewnętrznych. muchomór więc się cały spiął, wytężył i ciągle walcząc z poczuciem, że to co pisze jest najgłupsze ever, postanowił opowiadać o tym, co się dzieje u nas w życiu i w chacie. no i tak minęły dwa lata.

jak zaczynaliśmy pisać, nie mieliśmy stołu, kanapy i krzeseł. było cudownie minimalistycznie (choć na pewno nie było pusto!). jesienią kupiliśmy pierwszego robota, a potem, nagle okazało się, że mieszkanie jest pieczarą pełną książek, obrazków, świeczników, poduszek i innych niezbędnych przedmiotów. myślę, że my też się bardzo zmieniliśmy – osiedliśmy, jakoś mniej tańczymy i nie chce nam się chodzić na imprezy. uwielbiamy za to zalegać w domu.

przez środek naszej graciarni, raz na jakiś czas przetacza się kocia wojna. wystarczy spojrzenie, zbyt gwałtowny ruch łapą, niepokojący dźwięk, a kocice rzucają się na siebie. czasem trzeba brutalnie rozstrzygnąć kwestię, kto ma prawo spać z nami w łóżku (i dlaczego cisza nie powinna nawet się zbliżać, gdy mucha zajęła strategiczną pozycję – po lewej muchomór, po prawej zgredek, na środku mucha dotykająca przynajmniej jedną łapką ramienia zgredka). relacja między siostrami jest baaardzo dynamiczna, ale od kiedy mniej się tym przejmujemy, układa się lepiej. po prostu nie dokładamy do tej uroczej wojny domowej własnych emocji.

a propos emocji, ostatnie lato było chyba najbardziej emocjonującym czasem od wielu lat. zgredek wszedł w wiek dojrzały i nagle wszystko zawirowało i przyspieszyło. muchomór zmienił tryb życia, jeszcze bardziej zadomowił się wśród ukochanych kotów i gratów, by powoli szykować się na nowe. zbliżamy się właśnie do końca naszego długiego oczekiwania, zmiany wiszą w powietrzu, atmosfera się zagęszcza. zamykamy więc oczy i skaczemy, bo co ma być, to wiadomo – i tak przyjdzie. w końcu nie uciekniesz.

dzięki za te dwa wspólne lata ze zgredkiem i muchomorkiem. postaramy się na bieżąco informować was o naszych dalszych przygodach. księga życzeń i zażaleń znajduje się w sekcji komentarzy – zapraszamy!

wasz m.

ps. czy was też niepokoi fakt, że muchomór używa coraz więcej słów i posty stają się nieznośnie długie?

finito

muchomór postanowił skończyć z pasją wnętrzarską. nadchodzi czas szlachetnego samoograniczenia, minimalizmu i wyrafinowanej prostoty (?!?). czas pożegnać się z drgawkami na widok nowego katalogu prosto ze skandynawii. duchowo przenoszę się do jaskini, będę jeść korzonki, popijać deszczówką i czytać reportaże z korei północnej. żeby nie było tak smutno i żałośnie, wyznam, że proces wyrzekania się wszelkich potrzeb materialnych umila mi myśl, że czekam na wymarzony (i zamówiony!) dywan.

cisza

po lewej reprint reklamy zoo z lat 60. – prezent od racucha z budapesztu, pod nim wazonik – prezent od zgredka, cisza na ukochanym fotelu, a pod stolikiem kawowym wyobraźcie sobie dywan!

śpioch

futrzak śpi jak zawsze

dywan symbolicznie i oficjalnie zakończy urządzanie muchomorzo-zgredkowej chaty. nie ukrywam, że jest jeszcze jedno – dosyć praktyczne marzenie, które chciałabym zrealizować. ale to już bardziej w kategorii agd, więc się rozgrzeszam. rzecz jest bowiem wyjątkowo praktyczna i przydatna (i nie ma nic wspólnego z robotem, wazonem, świecznikami, gipsowym psem ani ceramicznym chomikiem) i może nawet w pustelni dostaniecie filiżankę dobrej kawy.

pandy i krowy

krowa i panda prosto z muchomorzego dzieciństwa

tymczasem oczekujemy na nowe, które ma nadejść w marcu. wijemy gniazdo, prasujemy pieluchi, uszczelniamy dziurawe okna i składamy najróżniejsze sprzęty, których funkcji jeszcze nie pojmujemy. oj tak, wiele rzeczy nie mieści się jeszcze w wyobraźni muchomora. na szczęście obok jest zgredek i wiele dobrych dusz, które mam nadzieję poratują w potrzebie.

muminki

krasnal na muchomorze – ukochany przez muchomora i znienawidzony przez zgredka, w roli podpórki dla doliny muminków i kubusia puchatka

cisza

dlatego warto mieć dywan (i jeszcze jako idealne miejsce do wypluwania kłaczków – specjalność muchy)

tyle wieści z naszych stron. jak sprawy u państwa?